Menu

O wszystkim i o niczym...

... czyli Łukasz Heger komentuje.

Ale Cyrk!

luksky91

Książki czytamy wszyscy, jedni więcej, drudzy mniej. Łapiemy za nie z bardzo różnych pobudek – bo chcemy, bo sprawiają nam przyjemność, bo musimy… albo dlatego, że Facebook znów przestał działać. Mi ostatnio w ręce wpadła książka, której prawdopodobnie nigdy bym nie przeczytał, a jednak – stało się. I właśnie dlatego poświęcę jej dziś kilka słów.

„Cyrk” Sławka Michorzewskiego, felietonisty Gazety Wyborczej, to książka godna polecenia mimo, iż sam autor już na wstępie przestrzega osoby delikatnej natury przed jej czytaniem. Szczerze? Coś w tym jest…

Nie zamierzam rozpisywać się o tym, jaki to kwiecisty styl został zastosowany, czy jaka w tym wszystkim jest rola rozlicznych wulgaryzmów, które miejscami zalewają odbiorcę niczym tsunami. Pragnę się raczej skupić na nietuzinkowej fabule i własnych przemyśleniach na jej temat. Powieść ta bowiem określana jest jako literacki fikoł, łączący literaturę absurdu, kryminału i czarnej komedii, co w dobrych proporcjach (tak jak w tym przypadku) daje wspaniałego drinka, którego spija się jednym tchem i aż prosi się o następnego.

Pierwsze wrażenie było jednak nieciekawe. Nie żebym miał awersję do różu, ale książka z różową okładką? Jak się z tym pokazać na mieście? Jeszcze ten tytuł – „Cyrk”, wcale nie wzbudził we mnie pozytywnych emocji. Całe szczęście z pomocą przyszła druga strona okładki z widniejącym fragmentem powieści. No i patronat medialny – MSfera.pl Po prostu męska rzecz, Semestr magazyn studentów, Twardziel.pl mocne strony i Banzaj.pl Portal dla facetów – ale ten róż…

Przełamałem strach związany z clownami i otworzyłem książkę. Zostałem poinformowany przez autora, że jako osoba delikatna nie powinienem dalej czytać i… odłożyłem książkę dopiero następnego dnia. Nawet róż przestał szczypać w oczy.

Nie jestem fanem kryminałów, więc początek wydał mi się mizerny, no – tradycyjny. Smutna opowiastka historii pewnej rodziny, później karta się odwraca, wielka wygrana – jak w bajce. Nie było w tym ani krzty kryminału, absurdu, czy komedii, dlatego szukałem dalej. Długo czekać nie trzeba było, pojawił się wątek kryminalny, faza roztaczania wielkich fantazji o jeszcze większych pieniądzach, a później… później mówiąc najbardziej ogólnie i kolokwialnie – przestałem ogarniać. Powieść rozdzieliła się na wiele różnych wątków, a każdy z nich, z każdym kolejnym zdaniem zadziwiał tylko bardziej. Jeszcze kryminał, czy już absurd? Nie wiedziałem co się dzieje.

Nie będę opowiadał co się w książce wydarzyło, lepiej przeczytać o tym samemu. Po przeczytaniu „Cyrku” nachodzi mnie jednak pewna refleksja, dość niepokojąca w rzeczy samej. Życie większości ludzi zawładnięte jest rutyną. Stała praca, dom, rodzina, a wieczorem piwko i jakiś film, albo siedem różnych seriali. Nie ma w tym nic dziwnego, ani tym bardziej złego. Chodzi o to, że wszystko to może się nagle odmienić, bez większego wkładu własnego. Wystarczy być w tym przysłowiowym złym miejscu o złym czasie. Podobnie jak bohaterowie książki Sławka Michorzewskiego.

Niby to sprawa oczywista, wielokrotnie wałkowana przez kulturę masową, nie tylko w ramach literatury, ale też kinematografii itd. Czy jednak ktokolwiek dłużej się nad tym zastanawiał? Nad tym jak silnie pozorna jest trwałość tzw. „naszego” życia i świata? Ja najwidoczniej potrzebowałem do tego sporej dawki absurdu, na tyle silnej żeby rozjaśnić jakoś ten temat. W ciągu raptem kilku dni sytuacja bieżąca może obrócić się o 180 stopni, żeby następnie zacząć kręcić kolejne trzysta sześćdziesiątki w tempie co najmniej zastraszającym.

Refleksja refleksją, książkę polecam gorąco wszystkim, nie tylko fanom kryminału. Jest to doskonała odskocznia od szarej rzeczywistości życia codziennego. Ciekawostką jest też fakt, że niemal cały czas spędzony na „Cyrku” nie mogłem odkleić uśmiechu od twarzy, zdarzało się też parsknąć śmiechem, a… jeśli spojrzeć przytomnie na opisane wydarzenia, to wcale nie było w nich nic zabawnego.

 

A co do kinematografii – żeby się znalazł reżyser z jajami – byłby hit na skalę światową.

Łukasz Heger



© O wszystkim i o niczym...
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci