Menu

O wszystkim i o niczym...

... czyli Łukasz Heger komentuje.

Sukces czuć na kilometr

luksky91

1307960_12866743Czy macie czasem tak, że komuś zazdrościcie postawy, jaką prezentuje sobą każdego dnia? Czy zdarza się Wam czasami pomyśleć, że ten gość zostanie kimś, osiągnie sukces? Ja tak mam często. Na kilometr wręcz wyczuwam, czy komuś uda się zrealizować swoje życiowe plany, czy nie. Wystarczy mi kilka minut rozmowy i już wiem, zazwyczaj.

Nie jestem pewien, czy to jakaś wybitna zdolność z mojej strony, czy też naiwność. Niewykluczone, że jedno i drugie. Mam jednak bardzo silne przeczucie, że to o czym za chwilę Wam opowiem to najprawdziwsza prawda. Czy wynika ona z jakiegoś doświadczenia? Czy może z wyrobionego zmysłu obserwacji? A może też jest to zwykły wytwór mojej wyobraźni? To ocenicie sami. Ja jednak wiem co widzę i obawiam się, że mogę mieć rację.

W zgodzie ze sobą jestem w stanie podzielić ludzi na trzy kategorie, zależnie od własnych przeczuć kwestią ich przyszłości. Wkoło siebie mogę zauważyć ludzi sukcesu, którzy jeśli nie popełnią kilku głupich błędów w życiu, to osiągną wszystko czego pragną, ludzi porażki, którzy niezależnie od porcji szczęścia rzuconej im przez los nie osiągną zupełnie niczego, a także niewiadome, które ciężko jednoznacznie określić. Przyjrzymy się im z bliska.

Ludzi sukcesu czuje się na kilometr. Emanują oni bowiem swoistą energią, niezwykle pozytywną aurą. Nie zrażają się, nie poddają się w przypadku porażek. Nie boją się ryzykować i dumnie biorą lwią część pracy na swoje barki. Tę energię się od nich po prostu czuje. Wystarczy chwile porozmawiać z nimi, by wiedzieć czego chcą od życia - i już wiadomo co w życiu osiągną. Idą tam za wszelką cenę, bo o tym marzą, tak prawdziwie. Takich ludzi podziwiam i obserwuję, starając się przy tym jak najwięcej od nich nauczyć.

Ludzie porażki natomiast są zupełną odwrotnością. Ciągle tylko gdybają i mówią, że marzy im się to, czy tamto, ale nic z tym nie robią. Nie próbują i nie walczą. Czuć od nich raczej frustrację i smutek. To osoby, które za swoje nieszczęście obwiniają wszystkich wkoło, tylko nie siebie. I nawet gdy los rzuca im na talerz dodatkową porcję życiowego szczęścia, a przed nimi pojawia się bardzo mocne światełko w tunelu, to nie są w stanie skorzystać z tej okazji, bo albo się boją, albo nie potrafią. Od takich ludzi stronię.

I w końcu ludzkie niewiadome, czyli osoby, których nijak nie da się zaszufladkować. Bujają się gdzieś pomiędzy dwiema powyższymi grupami i same do końca nie wiedzą kim są. Potrzebują dobrych mentorów, silnej motywacji i odrobiny szczęścia - wówczas odniosą sukces i wskoczą do pierwszej grupy. Jeśli jednak tak się nie stanie, to prawdopodobnie utopią się w oceanie alkoholu, o ile będzie ich na to stać. I to właśnie w tej grupie widzę siebie.

Zdaję sobie sprawę ze swoich silnych stron i możliwości, jakie przede mną stoją. Poczyniłem bardzo wiele kroków, żeby pójść na przód, ale też wiele okazji zwyczajnie zmarnowałem, bo się bałem, czy nie umiałem z nich skorzystać. Nie umiałem bowiem zaufać sobie, nie umiałem odnaleźć w sobie człowieka sukcesu.

Ktoś powie, że by odnosić w życiu sukcesy potrzebny jest silny charakter - zgoda, ale z tym się nie rodzimy, musimy go sobie wyrobić poprzez ciągłą walkę. Inny powie, że potrzebujemy szczęścia - znowu zgoda, ale szczęściu należy pomagać, samo za nas nic nie załatwi. I w końcu znajdą się malkontenci, którzy twierdzą, że wszystko jest zasługą znajomości i brudnych gierek - co do pierwszego częściowo zgoda, znajomości są istotne, byle z wartościowymi ludźmi. Co do drugiego z kolei - też zgoda, ale tylko krótkoterminowo, później taki układ i tak się spieprzy.

Na pewno masz w swoim otoczeniu ludzi, których podobnie jak ja jesteś w stanie zaszufladkować do którejś z trzech grup. Znajdziesz wśród znajomych ludzi, którym od zawsze świetnie się układa, i którzy ciężko na to pracują, a przy tym nie okazują słabości - takich ludzi się trzymaj i czerp od nich możliwie najwięcej. Jeśli tylko wyciągniesz do nich rękę to oni Ci z pewnością pomogą, pamiętaj.

Od malkontentów zaś uciekaj, chyba że już się poddałeś i zwyczajnie wiesz, że niczego nie osiągniesz, bo nie masz w życiu szczęścia i nie posiadasz niezwykle istotnych znajomości. Jeśli tak uważasz, to nie mam dla Ciebie dobrych wieści, ale to się nie może skończyć dobrze, nawet przy wygranej w totka.

Jeśli natomiast jesteś gdzieś po środku, to zrób wszystko, by wskoczyć do tej pierwszej grupy. Mierz się z najlepszymi, staraj się być jak oni, a nawet ich naśladuj. Zadawaj im pytania i nie bój się próbować nowości. I przestań do cholery mówić „chciałbym”.

Koniec moralizatora na dziś.

Łukasz Heger

© O wszystkim i o niczym...
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci