Menu

O wszystkim i o niczym...

... czyli Łukasz Heger komentuje.

Kim Ty w ogóle jesteś?!

luksky91

wolf15484641280x960Witaj drogi (a właściwie najdroższy) Czytelniku! Miło że wpadłeś. Dziś opowiem Ci historię o tym - kim jesteś i kim będziesz, jeśli niczego nie zmienisz w swoim życiu. Wystarczy, że poświęcisz tylko kilka minut na przeczytanie tego tekstu, a popadniesz w depresję - albo, czego Ci życzę - odmienisz swoje życie. Zaczynam brzmieć jak coach…

Jako urodzony kierowca, który potrzebował zapachu spalin do zaśnięcia w kołysce, który miał klasyczny dywan w ulice, i który wychował się grając w Need for Speeda, zawsze uważałem że zdecydowanie lepiej jest podróżować samochodem. I owszem - dalej tak uważam, w zdecydowanej większości przypadków.

Jak to jednak kiedyś powiedział pewien doktor, którego niesamowicie szanuję i cenię za wiedzę, którą mnie karmił wielokrotnie (nie mówię o Freudzie) - lepiej jest jeździć komunikacją miejską, ponieważ samochód pozbawia refleksji i odmóżdża. Faktem jest, że jako kierowca widzi się znacznie mniej, chociażby zmian zachodzących w otoczeniu. Podróż komunikacją miejską po latach posiadania auta może więc okazać się nie lada atrakcją i przygodą. Jest jednak coś więcej.

Z samochodu nie widzi się ludzkich problemów, zwyczajnej prozy życia. Jesteś tylko Ty jako kierowca, Twoja ulubiona muzyka i banda kretynów wokół Ciebie - bo tak postrzegają świat użytkownicy samochodów.

Jadąc z kolei autobusem lub tramwajem (a miałem dziś okazję jechać jednym i drugim) można zauważyć zdecydowanie więcej. I nie chodzi mi o drażliwy temat staruszek wyprzedzających Usaina Bolta w sprincie do autobusu. Nie chodzi też o te durne dzieciaki, które już dziś depczą Ci świeżo wypastowane buty, by za kilka lat marnie zarabiać i odkładać marne składki na Twoją jeszcze marniejszą emeryturę. Nie rozchodzi się tutaj także o ludzi, od których tłum w autobusie sam się rozchodzi.

Pozwolę sobie skoczyć do innego tematu teraz, by nadać całości odpowiedni kontekst. Ostatnio spotkała mnie bardzo ciekawa sytuacja, której bohaterem jestem ja sam. Obudziłem się bowiem pewnego pięknego dnia i zupełnie bezpodstawnie postanowiłem adoptować wilka. Jest to adopcja symboliczna niestety, więc Reksio nie będzie ze mną wychodził na wieczorne spacery, ale mogę go wspierać na odległość. I chrzanić co sobie inni w tym momencie myślą - adopcja wilka odmienia.

Wsiadłem bowiem dzisiaj do tego autobusu - śmierdzi. Po chwili robi się za ciepło, by na przystanku mnie przewiało. Ktoś na mnie kaszle. Już nienawidzę tego dnia i otaczających mnie ludzi. Przesiadam się w końcu do tramwaju i okazuje się, że autobus był niczym, bo chociaż mogłem się w drodze nie ocierać o tysiąc ludzi - jak tak dalej pójdzie to będę płaszcz musiał wymieniać raz w miesiącu.

Podejrzewasz zapewne jak się czułem - byłem gotów zabić wszystkich wkoło.

Z ogromem nienawiści pokierowałem się do pracy, by po kilku produktywnie spędzonych godzinach odwrócić poranny cykl podróżniczy. Tym razem miałem zacząć od tramwaju, by sczeznąć w autobusie. Już wszystko się we mnie gotowało na samą myśl.

Po drodze na przystanek minąłem zupełnie bezmyślnie faceta na wózku, który zwolna walczył pokonując wzniesienie. Moja nienawiść do tramwajów była w tym momencie tak oszałamiająco wielka, że nawet się nie zastanowiłem nad tym. Dopiero 200 metrów dalej zadałem sobie pytanie - kim Ty w ogóle jesteś?!

I właśnie - kim jestem? Adoptowałem cholernego wilka, a nie pomogę człowiekowi który ma wyraźny problem z rzeczą tak prozaiczną jak poruszanie się? W jednej chwili poczułem, że 24 lata życia zmarnowałem i wszystkie, nawet dobre uczynki, były gówno warte bo zachowałem się jak totalny śmieć.

I większość z Was przeszłaby obojętnie obok tego gościa, zupełnie tak jak ja. Większość niestety nie zrozumiałaby później swojego błędu. A ja obróciłem się na pięcie i bez namysłu pobiegłem do faceta, który jak się okazało nie tylko był na wózku, ale dźwigał na kolanach jeszcze okrutnie wielką torbę.

Czemu o tym mówię? Pewnie dlatego, że jestem próżnym fajfusem. Ale może też dlatego, że im dłużej trawię tę sytuację, tym bardziej rozwijam swoją wizję sukcesu i szczęścia. Jak się okazuje - nie jest bowiem sukcesem to ile zarabiasz, czym jeździsz i ile masz kochanek. Nie jest sukcesem posiadanie rodziny i utrzymanie jej. I w końcu nie jest sukcesem robienie w życiu tego, co lubi się najbardziej. Prawdziwym sukcesem jest pozostanie człowiekiem - niezależnie od sytuacji.

I wiecie co - to wszystko przez tego wilka.

I teraz jest Twoja chwila prawdy - kim Ty w ogóle jesteś?

Dzięki za uwagę.

Łukasz Heger

Komentarze (2)

Dodaj komentarz
  • Gość: [:v] *.dynamic.chello.pl

    XD

  • Gość: [esemes] *.range31-51.btcentralplus.com

    Calkiem spoko przemyslenia jak na 24 latka...

© O wszystkim i o niczym...
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci